Poniższe akapity zostały spisane w 2016, obecnie panuje 2020, wciąż uznaję je za aktualne.

W obsługiwanych przeze mnie fabrykach, wśród wysoko zaawansowanych sprzętów, komputerów, ludzie produkują kolejne hi-teki, które później kupią w „nie dla idiotów”. Szybki rozwój globalnej cywilizacji sprawia, że niektórzy z nas nie żyją do końca tak, jak by chcieli . Nie nadążają za światem. Krążą zagubieni. Przeca ostatnie lata to jakaś wirówka, kiedyś nie mogłem zrozumieć babci - jak można nie ogarniać obsługi komputera? Obecnie sam się gubię w tych wszystkich ułatwiających nam życie sprzętach. Gdy nasza firma na chwilę wstrzyma dystrybucję internetu to telefon i drzwi w naszym biurze szaleją. Brak netu, armagedon. Wszystko stoi. Tylko ja biegam, i moje myśli.

W monotonii powtórzeniowych czynności, wypatruję ciekawych kształtów, form, kompozycji.

Wspólnym mianownikiem powyższych akapitów, mimo, że go nie widać, jest kabel. Druty oplatają nas gęstniejącą pajęczyną. Właśnie te skrętki, przewody to symbole rozwoju, bez tego nie ma przesyłu danych, elektryczności. Kable jak owady, są w niezliczonych odmianach i gatunkach, niektóre widzimy na co dzień, potrafimy je rozpoznać, inne niewidzialne oplatają przestrzeń siatką połączeń. Wiele ciekawych okazów wije się chowając w szachtach. Podobnie jak mrówki, znaczą drogę, tworzą trasy kablowe. Żeby je zobaczyć wystarczy podnieść kamień, zbutwiały korzeń, otworzyć serwerownię wejść na dach. Seria prac - Miłość instalatora - jest wynikiem doświadczeń i obserwacji w obecnej pracy zawodowej. To reakcja, próba oswojenia na nie do końca rozumiany i akceptowany otaczający mnie świat. Czy chcę czy nie, jestem jego częścią. Zdając sobie sprawę, że nie jestem w stanie w znaczący sposób nań, jako całość, wpłynąć. Staram się z nim nie walczyć tylko sprawić, by był bardziej znośny, dostrzegać interesujące kompozycje. Zaprzyjaźniam, oswajam wroga. Odnajduję piękno w mikrokosmosach opakowań, odpadów, śmieci.

W tym ma swoje źródło Miłość instalatora.